wtorek, 30 kwietnia 2013

Mała rzecz a cieszy :)

Serduszka mam na myśli. 
Narobiłam ich juz troszkę, kilka sprzedałam, kilka rozdałam, troszkę jest nadal u mnie a wczoraj zrobiłam w nowej kolorystyce, na zamówienie Koleżanki. Oczywiście, jak to ze mną zwykle bywa, jak je uszyłam, zaraz zachciało mi sie zmienić kolorystykę mojej jadalni :) Tak samo było, kiedy uszyłam poduszki-kwiatki w niebieściutką krateczkę. Oczywiście na razie nie zmienię nic, bo mam zielone ściany. Nie znudziły mi sie jeszcze, ale są juz tak niesamowicie zniszczone przez chłoptysiów, że patrzeć nie mogę dosłownie. Niemniej jednak, jeśli pokusimy sie o ich pomalowanie, chyba wybiorę bardziej neutralny kolor. Zanim zaczęłam szyć, zakup nowych dodatków był raczej dużym kosztem, więc tego nie robiłam, teraz kiedy szyję, zmiana kolorostyki nie powinna być problemem :)A neutralne ściany dadzą mi naprawdę spore pole do popisu:)
Serduszka są w kolorze , który uwielbiam, brąz, ale nie taki typowy, tylko poszarzały jakby. Lubię takie klimaty, sa dla mnie takie sandynawskie, mogłabym miec ciuchy w tym stylu w szafie.Jako przykład wklejam jedną stylizację :)
 Jednak lubię tak naparwdę różne warianty. Mój kolorowy salon , jest np. zupełnym przeciwieństwem tych serduszek a też go kocham :)
A teraz przedstawiam jej wysokości serduszka, które tak mi zamieszały w głowie :)
Jeśli ktoś miałby ochotę, to moge takie uszyć, jak również są do przygarnięcia serduszka w innych kolorach, oraz tak naprawdę każde, jakie będzie Wam potrzebne.
Miłego dłuuugiego weekendu :)






takie ubranka mogłabym mieć w szafie


a taki mieć pokoik :)-a gdzies tam wisiałby moje serduszka :)




niedziela, 28 kwietnia 2013

Prosta Historia

Rzeczywiście prosta ta historia-zwykłe płótno i kwiat, choć ciągnęła się dosłownie tydzień. 
Jestem na etapie porządkowania mieszkania, nie jestem w stanie tego zrobić za jednym zamachem, więc się męczę tak, po trochu przeglądając, chowając, oddając, usiłując się zmieścić też... niestety. 
Pomysł na poszewki przyszedł znikąd , i postanowiłam uszyć. Proste, bawełniane białe płótno i kolorowe duże aplikacje. Brałam sie za nie, potem stwierdzałam, że źle mi się szyje w takim rozgardiaszu ,więc brałam się za porządki, po czym stwierdzałam, że muszę dokończyć poszewki, bo mnie męczą i chciałabym je pokazać, po czym przestawałam szyć, bo nie mogłam się wyluzować w rozgardiaszu. No katastrofa na całego. Dzisiaj wreszcie, w tym rozgardiaszu, usiadłam i postanowiłam, że nie wstanę od maszyny, dopóki ich nie skończę. No i skończyłam. Z dumą też oświadczam wszem i wobec, że odzyskawszy instrukcję-użyłam jakiegoś zamknietego ściegu overolockowego. Jupi :) Pierwszy raz w życiu, kolejny pierwszy raz, zerknąwszy na spis treści-jeszcze takich premier sporo przede mną :)
Cieszę się, bo to chyba oznacza postęp jakiś :) Poszewki są robione na zakładkę, na typowe jaśki 40/40, są mniejsze o jakieś 1-2 cm średnio, bo wymiar jest umowny i  poszewka uszyta w tym rozmiarze, prawie zawsze "wisi" potem na jaśku. A że one niekoniecznie służą do spania-choć jak najbardziej się nadają-to dobrze wygladają jak są bardziej dopasowane. No to przedstawiam. 
A, zapomniałabym, są do przygarnięcia :)




środa, 24 kwietnia 2013

Aplikacje-Moje Pierwsze Pociągi :)

Koleżanka mnie poprosiła ładnie, bo nie ma pościeli w pociągi, ba, materiał w pociągi znalazłyśmy tylko jeden i jest drogi bo to Kaufman, więc same wiecie. Miałam pościel uszyć, ale przeliczając materiał, najtańszy-gładki-po prostu za nic nie chciało wyjść tanio. Przyznam, że całym sercem jestem za akcją kupowania hand made'u zamiast chińszczyzny-jednak mnie osobiście-rzadko kiedy stać na hand made. Kiedyś nie potrafiłam zrozumieć, skąd te ceny, teraz-kiedy sama szyję i wiem ile godzin nad czymś siedzę-pomijając cenę matriału jeśli jest ładny i nowy-teraz już wiem, wiem skąd te ceny.Gdyby ktoś chciał doliczać do ceny- stawki za roboczogodziny-nikt by od nas nic nie kupił. No tak się sprawy mają, na szczęście ja już mogę sobie uszyć sama:)

Wracając do pościeli, to postanowiłam kupic gotową w Ikei i zrobić na niej aplikacje. Moje pierwsze w życiu, chyba że liczyć pierwsze serduszko jakie uszyłam z naszytym kwiatem:) Zbierałam sie do tych aplikacji jak przysłowiowy pies do jeża-ale wstyd mnie wreszcie popchnął do czynu. Ileż można odwlekać robotę? Narysowałam, powycinałam, poukładałam, naprasowałam na fizelinę, poprzypinałam i ponaszywałam zużywając mnóstwo nici i korzystając z instrukcji do maszyny-nomen omen-mam nadzieję, że sie u kogoś znajdzie, bo ktoś przypadkiem ją przytulił i nie mam już . Myślę, że jak na pierwszy raz-wyszły całkiem pięknie. 
Co prawda-obiecałam sobie, że przez miesiąc do aplikacji nie zasiąde-ale nie wiem czy się uda-mój synuś już mi narysował ciuchcię jaką on chce mieć na podusi-elektrowóz, no i 3 wagony pasażerskie i jeden pocztowy. I odpoczywaj tu człowieku :)
Bardzo lubię szyć coś dla kogoś-jesli jednak boje się za coś wziąć to jest ogólna masakra. Boję, że nie dam rady, a potem okazuje się że dałam.Ale co się nameczę psychicznie sama ze sobą to historia :) Temat tej pościeli wypłynął już 23 marca, więc same widzicie ile z nim czasu spędziłam:)
Mam nadzieję, że podzielicie moje zdanie na temat aplikacji-że się udały :) Mam też już fajny wzór na ciężarówkę:)






wtorek, 23 kwietnia 2013

Wielkie Szycie w Ikea czyli Coś Dobrego :)

Jak wspomninałam w moim poście dotyczacym akcji Uszyj Jasia, wyszłam zza laptopa i wyruszyłam do Ikei 20 kwietnia. Zapakowałam maszynę do torby, zataszczyłam na przystanek i fruuu... Dziwnie mi było, bo jechałam sama, do obcych mi osób, to stresujące, ale postanowiłam, że jakby co-będę sobie siedzieć w kącie i szyć, bo to główny cel był przecież. Okazało się, że nie miałam się czego obawiać, były same fajne Dziewczęta. Skorzystam potem z listy i wkleje tu wszystkie Blogerki, które były na szyciu. 

Ikea postarała sie bardzo pieknie, podarowali 500 m materiału, poczęstowali obiadem, kawą, ciasteczkami, była zdrowa woda i przemiły prowadzący Szymon. Udostępniono także miejsce do szycia, które było działem jadalnianym, pomimo tego, iż mogło to miec wpływ na ilość sprzedaży, bo wiadomo, ze klienci nie oglądali stołów, przy których my szyłyśmy. Ikea udostępniła też maszyny do szycia-choć ja akurat przywiozłam swoją-nie lubie szyć na cudzej, boje się, że zepsuję czy coś.

Akcja trwała od godziny 10, a koniec zaplanowano na godzine 19. Miałam zostać do końca 1 tury czyli do godziny 15, ale zostałam do końca:) Co godzinę poszewki były liczone, do uszycia było 584 sztuki, a na godzine przed końcem pozostało jeszcze 100. Nie byłam pewna czy damy radę, ale tak sie wszystkie sprężyłyśmy że sie udało !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!To niesamowita satysfakcja, miec swój udział w takim sukcesie, bo że to sukces był, to nie ulega żadnej wątpliwości :) Zdjęcia nie wszystkie są moje, powiedziałabym, ze się ładnie dzielimy nimi, tak jak dzieliłyśmy się pracą, szpilkami czy nićmi :)
Bardzo dziękuję wszystkim, z którymi tam byłam :)Oraz Ikei, ze to umożliwiła:)

Za udział nie wzięli:



pomagały też inne osoby, całkiem sporo,


Kasia Kachel, 
Kasia Gawlik,
Zuzanna Suliga,
Krystyna Szczypka,
BarbaraSzczypka,
Anna Ciapka, 
Małgorzata Marchwiana,
Kornel i rodzice
Uczniowie z Zespołu Szkół Projektowania i Stylizacji Ubioru w Sosnowcu (uczniowie przekazali 14 jaśków) i
Zespołowi Szkół Budowlanych zawód Technik Technologii Odzieży, (przekazali 70 jaśków) 

Media:


 Aparaciarze:
Max, Jacek, Bartek, Karol, Krzysztof 


wszystkich szczegółów można sie dowiedzieć na blogu



Sądzę, że z tak udanym startem-ta akcja zamieni się niebawem w drugą Orkiestrę :) Pan Jurek bedzie kupował sprzęt, a my będziemy te szpitale obszywać :)

Były telewizje, radio i mnóstwo aparatów, ja sama zdjeć mam niewiele, ale jesli zajrzycie na blogi, które brały udział, to obiecuję-będzie co oglądać :) Mnie za to udało sie załapać na zdjecie na gazecie.pl - zdjęcie nr 5-chyba dzieki mojej maszynie w motylki :)


Ps. przepraszam za białe tło na części tekstu-ale kiedy cos kopiuję, tak jak te adresy blogów-to zawsze tak mam, hmm...

 koleżanki z "ławki" :) Wiola i Kasia





 584 sztuki


środa, 17 kwietnia 2013

Zrobiony na szaro-czyli kocyk i podusia w groszki.

Geniuszem nie jestem. Ale lubię, kiedy uda mi sie uszyć coś, co mi sie w głowie umyśli i spodoba. Na moje nieszczęscie jestem osobą, która mało co w siebie wierzy. Robi coś, ale zawsze uważa, że i tak nie zasługuje na komplement, jaki usłyszy, bo inni robią to lepiej. Coś okropnego, jestem taka już od lat i trudno powiedzieć, czy jeszcze mam szansę się zmienić.
Takie osoby jak ja nie robią kariery, tylko dziubią sobie po cichutku dla szczupłego grona miłych osób, które muszą pogłaskać po głowie, aby pacjent nie zdezerterował :) 
No więc udziubałam sobie kolejny kocyk, w komplecie z podusią, dla dziewczynki maleńkiej jakiejś, do wózka, lub nawet do łóżeczka. Zestawienie kolorów zrobiło na mnie  ogromne wrażenie. Mam w mojej szafie wiele rzeczy w kolorze fuksji-choć ten z kocyka nazywa się amarant i teraz juz wiem, że z szarością wyglada obłędnie:) Bardzo mi sie podoba i mam nadzieję, że znajdzie swoją małą Właścicielkę a ja znowu będę szczęśliwa z tego powodu. Bo to ogromna radość. Postaram się zrobić posty o moich wcześniejszych kocykach, bo jeśli komuś by wpadło coś w oko, to ja chetnie uszyję :)

Miłego, mam nadzieję , oglądania :)






czwartek, 11 kwietnia 2013

Akcja "Uszyj jasia"-bo warto pomagać.

Każdy z nas wie, że warto pomagać. 
Nie chcę tu pisać, że mam wielkie serce, jestem doskonałym człowiekiem czy coś w ten deseń. 
Nie rozdaję mojego majątku (co za szumna nazwa :)), i nie przeznaczam każdej wolnej złotówki na zbożne cele -może dlatego, że wolnych nie mam :) 
Jednak akcje, takie jak "Uszyj Jasia" są doskonałe. To akcje w stylu "ziarenko do ziarenka", od nikogo nie wymagają wielkiego poświęcenia, wielkich nakładów i rezygnacji z siebie czy swojego życia. Można uszyć choćby jednego czy dwa jasie, pozbyc się materiału, z którym nie wiadomo było co zrobić, i mieć tę świadomość, że jednak coś dobrego się zrobiło. Ja, kiedy tylko się dowiedziałam, postanowiłam uszyć jasie. I wcale nie skoczyłam od razu do sklepu po materiały, nie siadłam do maszyny i nie zaczełam szyć jasiów podśpiewując jak niewiasta w gronie innych niewiast szyjących np. koce dla żołnierzy. Nic z tych rzeczy. Zbierałam się troszkę do tego, nie chciało mi się, zawsze coś innego miałam do zrobienia lub uszycia. A jednak gryzło mnie to. I w końcu wzięłam się, i uszyłam pierwsze 8 jasiów-tak hurtem jest najlepiej. Pokazałam pomysłodawczyniom, ucieszyłam się jak zobaczyłam moje jasie u nich na stronie, a jeszcze bardziej kiedy zostały zalajkowane. Ale niedosyt czułam, nie wysłałam, za jakies 2 tygodnie uszyłam kolejne większe jasie, a właściwie poszewki na materacyki do wózków dla noworodków. Też 8 sztuk, ozdobiłam serduszkami, i pomyślałam, że to już moge wysłać :) Od razu skojarzyło mi się to z takim zachowaniem Pani domu, że niby na kawę i ciasto zaprasza, a potem gryzie ją to i gryzie, i w końcu kapituluje, robi sałatkę, kiełbaski do sałatki, pieczywko do kiełbasek, pomidorki, ogóreczki, serki do pieczywka, i już COŚ jest na stole :) No czyż nie mamy tak ? I dla mnie te 8 jasiów to tak za mało było jednak, nie dawało mi satysfakcji. A 16 dało. I fajnie jest :) Cieszy mnie, że lenistwo przezwyciężyłam i zrobiłam coś dobrego, małego ale dobrego :) Wykorzystałam materiały, które u mnie leżały, więc było to i dobre działanie i eko działanie. A teraz być może, przejdę na drugą stronę ekranu i bedę szyć jasie na szyciowym spotkaniu w Ikea Katowice :)
Zapraszam też na mojego FB, jak sie naumiem, jak to ładnie umieścić gdzies na blogu to umieszczę, ale na razie tylko link :)






środa, 10 kwietnia 2013

Różano bardzo :)

Odkładając na bok wrodzony brak organizacji, jaki posiadam, ku niewątpliwemu zadowoleniu rodzinki, piszę znów. Chciałabym częściej, ale jakoś tak, nie wiem, samo się nie udaje. Ale nadrabiam. 

Główną rolę będą grały różyczki. 
Różyczkowy motyw towarzyszy mi od lat wielu i mam tego u siebie mnóstwo, jednak i tak jestem o wiele mniej zakręcona na ich punkcie niż moja Siostra Kochana. Bo ona to ma fioła po prostu :) Pozytywnego oczywiście :) Z wielu powodów, między innymi z powodu tego fioła, na urodziny postanowiłam uszyć jej poduszkę. Właściwie jest to poducha wielka i miękka. Materiał już bardziej różany chyba być nie może, ale bardzo go lubię. Poducha miała być do sypialni, oczywiście różanej, ale wiem, że nie trafiła do sypialni lecz do salonu, gdzie spoczywa na kanapie, tak,tak, różanej, tworząc komplet z różanym kocem. Całość po prostu zaprasza do ułożenia się, z ksiażką i kubkiem herbaty(w róże) i oddaniu się tej niewątpliwie mocno pożadanej przez każdą mame czynności, jaką jest chwila samotności, czyli nocą kiedy dziecko już śpi:) Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że bardzo się spodobała. Nie ma nic wspanialszego od szczerego zachwytu, jeśli  się przygotowało prezent samemu :) Czysta satysfakcja ! Litera oczywiście jest pierwszą literą imienia mojej siostry, a serce mówi samo za siebie. Wiązana na tasiemki. Do apliakcji zwykle używam rzeczy z odzysku. Taki mój recykling. Mały wkład w strefę eko. 

To nie jest dzieło sztuki, ale włożyłam w to mnóstwo mojego serca :)



wtorek, 2 kwietnia 2013

Ikea rulez :)

Nic na to nie poradzę, bardzo lubię Ikeę, kocham prawie że, i nawet moje dzieci wiedzą, że to ulubiony sklep Mamusi:) 
Jeśli chodzi o wystrój wnętrz, to jestem absolutnie niezdecydowana, podoba mi się to...co mi się po prostu podoba. I tyle. Ze wszystkiego wybiorę coś, co bym chciała mieć u siebie. Będę robić przerywniki w szyciu na posty o wnętrzach, bo to po prostu lubię. Poza tym, taki blog to doskonałe miejsce na magazyn pięknych wystrojów.
W Ikei mają piękne materiały, podobają mi się bardzo, choć nie wszystkie oczywiście. Mam swoje ulubione typy romantyczne, ale mam też nowoczesne. Ostatnio wpadły mi w oko szerokie pasy, oraz ogromne kwiaty, ale nie do końca wiedziałam jak je wykorzystać. 
Mój salon jest mega turkusowy. Pomalowany cały, łącznie z sufitem bo tak własnie sobie wymarzyłam. Jestem tym zachwycona niezmiennie od lat 6-ciu. Na początku była to moja Laguna, taki był plan, turkusowe wnętrze, beżowe panele,kremowe kanapy, beżowe meble, białe i kremowe dodatki. Kolory turkusowej wody i jasnego piasku z plaży. Bo ja kocham morze, i ocean też jeden, ten cieplutki:) Wystrój uzupełniały muszle, słomiane jasne kosze na donice, draceny, fikusy. Dla mnie pięknie. Ale z czasem, kiedy dzidzia nr 1 zaczęła uzupełniać paletę kolorami zabawek, sprawa się troszkę rypła. Efekt już nie ten sam. Salon ewoluował w różne kierunki, ostatnio był w tonie retro, kraciaste zasłony do nowej wielkiej kanapy narożnej, którą robiliśmy na zamówienie. Jest kremowa z beżowymi, melanżowymi siedziskami i poduchami. Śliczna. Ale. Dzidzia nr 1 i Dzidzia nr 2, skutecznie i całkiem szybko pokazali nam, że kanapa nie może sobie tak po prostu kwitnąć w warunkach naturalnych. Wszystko musi być przykryte, najlepiej wodoszczelnymi materiałami, a w pobliżu , najlepiej w kilku miejscach, powinny się znajdować zestawy do szybkiego usuwania śladów po pisakach i długopisach. Takie życie:) I tak na siedziskach zaległy koce . Ponieważ trafiłam na super zasłony w Lumpexie w cenie 2,5 za sztukę (podwójne, szerokaśne, idealne) oczyma wyobraźni od razu zobaczyłam przy nich kanapę w żywych kolorach. W kolorach Ikei. A skoro już szyję , to zrealizowałam projekt "Wiosna" (przynajmniej ja, bo natura się raczej nie przyłożyła). Uszyłam poszewki na poduchy kanapowe, na zakładkę, wiązane na kolorowe tasiemki. Do tego dwie małe poszewki na moje "podplecki", z resztek jakie mi zostały po uszyciu poduszek na sprzedaż. Na siedziska turkusowe koce (miałam już wcześniej) i voila, jest mega energetycznie :) Będę ten mój wystrój uzupełniać jeszcze, chciałabym coś rzucić na podłogę, ale jeszcze jestem niezdecydowana. Więc póki co, przedstawiam to co mam na stanie.
Aaaa, do kompletu są świece na półce. Świecie są 3, były białe i miały śliczne turkusowe ornamenty, niestety zostały poddane próbie trwałości przez synka i już ornamentów nie można było pokazywać. Więc resztki  tkaniny po prostu owinęłam wokół świec. I fajnie i ekologicznie:)






poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Wstępu tytułem :)

Wreszcie się za to zabrałam. Nie wiedziałam, że tak się będę zbierać długo za rozpoczęcie tego bloga. Z blogiem o wszystkim i o niczym jakoś szybciej mi poszło :)
Jeśli chodzi o historię powstania to nie jest zbyt zajmująca. Po prostu, jakoś tak zawsze kochałam oglądać gazety wnętrzarskie, potem wnętrzarskie blogi i przy tym blogi na temat szycia rzeczy i ozdób do domu. Trudno mi wyrazić, jak bardzo zazdrościłam zdolności, pomysłów, tego, że Dziewczyny zaczynają i kończą, tego, że takie piękne i takie inne niż w sklepach, że same sobie tak cudnie domek szykują. Są oczywiście sklepy, w których mogłabym zostawić majątek na rzeczy do domu, gdybym go miała oczywiście :)Ale nie mam. 
Postanowiłam więc na urodziny kupić maszynę do szycia, prezent oczywiście składkowy, rodzinny. Oczywiście nie mogłam się zdecydować jaką maszynę wybrać, i wtedy zobaczyłam moją Pannę Motylkową czyli Lidię z Łucznika :) Od razu się zakochałam i pomyślałam, że ta jest własnie dla mnie.Bo nawet jak będzie stała na wierzchu to nadal będzie ozdobą. 
Maszyna była już moja ,a ja nadal nie szyłam. Podwinęłam coś, skróciłam coś, i tyle. Po jakimś roku nadal zazdrościłam innym , ale zakupiłam materiały w Ikei z wielkim postanowieniem uszycia zazdrostek, pufy i poduszek. Oczywiście wszystko leżało odłogiem, poza wydaną kasą. I tak na jesień zeszłą, wreszcie zabrałam się za szycie, kotków dla dzieci własnego pomysłu, proste, przytulne, szału nie było ale za to radocha wielka. No i zabawkę z metkami uszyłam, dla dzidziusia nowego w rodzinie. Dużo pracy, nawet teraz się za to podziwiam:) Ale za to naprawdę warto było, bo dużo zabawy dla dzieci, a dla mnie satysfakcja :)
Potem postanowiłam uszyć prezenty na Boże Narodzenie. Zawsze staram się ,aby były adekwatne, przemyślane i nie byle jakie, byle były. Zależy mi. Wkładam też w obdarowywanie niestety ogromnie wiele uczuć, które czasem są wystawione na próbę. Ale taka jestem i chyba się już nie zmienię:)
Prezenty uszyłam, chyba sprawiły wiele radości ,a ja jakoś tak, doceniłam siebie troszkę. Bo dumna jestem, że potrafiłam, że dałam radę, i że przeprowadziłam projekt od początku do samego końca. 
I chyba teraz wreszcie, mogę już napisać, tak po prostu...
Hurrra! Ja szyję !
Zapraszam Was na mojego bloga, będzie mi mi niezmiernie miło gościć Was u mnie i czytać komentarze i odwiedzać Was na Waszych blogach. Wiem, że są  setki twórczych blogów, a ja znam tylko kilka. Mam nadzieję, ze to się zmieni:)