piątek, 29 listopada 2013

Bo zawsze jest za co ...Święto Dziękczynienia :)

Jednak stwierdziłam, ze bez sensu jest prowadzenie dwóch blogów, skoro ledwo starcza czasu na ten jeden. Będę więc sukcesywnie przeklejać moje rodzinne posty tutaj, może chętnie poczytacie, a takie latanie z bloga na bloga, może przecież być męczące. Skoro pora tak a nie inna, to zaczynam od Święta Dziękczynienia :)

Święto Dziękczynienia. Nie nasze, lecz amerykańskie rzecz oczywista. Ale to bardzo fajne święto i uważam, że wbrew temu jak akurat jest, co mamy a czego nam brak, kogo mamy a kogo niestety nam brak, gdzie jesteśmy a gdzie nas nie ma na szczęście lub nieszczęście , wbrew temu wszystkiemu zawsze znajdzie się coś, za co można podziękować  Bogu, losowi , drugiemu człowiekowi lub nawet samemu sobie.

Można powiedzieć, że co wieczór powinniśmy mieć takie chwile dziękczynienia, za dobry dzień, za czyiś uśmiech, za to , że gorączka spadła i za to, że wreszcie maluchy śpią i pyska nie drą nad głowami:) Wiem, że są tacy co mają te chwile, pamiętają-ja do nich nie należę. Ja  należę do jakiejś innej  grupy, która zdąży wieczorem powiedzieć "uff", zanim opadnie na kanapę z kieliszkiem wina i odpłynie w niebyt ...aż do czasu rozpaczliwego wołania "Mamusiuuuuuuuuuuuuu, siku, pić, przytul, cienie są straszne-czy to potwór?, coś sobie przypomniałem, moje łóżko nie jest igodne (mój mały tak mówi-igodny:))chcę u Ciebie spać" .

Dzięki Ci Boże i losie i inny człowieku też (sama sobie tego zrobiłam:)), że pobłogosławiłeś mnie dziećmi, bo niechybnie plamę na tej kanapie bym zrobiła, zasnąwszy z wina kieliszkiem w niebycie błogim.

Własnie na to święto  dwa lata temu wylądowaliśmy na Florydzie.Podróż jak podróż, długo by pisać, sami nie lecieliśmy tylko z dzieckami, ale w porównaniu z poprzednim lotem to podniebna rozkosz była wręcz. 

Cudowne to jest, wsiąść do samolotu szarą listopadową jesienią u nas, a wylądować w pełnym słońca Miami. Nigdy nie sądziłam, że będzie mi to dane. Dziękuję za to.

Wszyscy się cieszą , że jesteśmy, oddają nam swój pokój, dom, czas i wszystko jest tak, aby było nam najlepiej i jak najprzyjemniej.Dziękuje za to.

Tęsknię tam za domem, za świętami w śniegu, moimi świątecznymi pierdołkami, wigilią polską, barszczem i uszkami od Mamy. Mam za kim tęsknic i do kogo wrócić, aby się podzielić tym słonecznym światem. Oni tęsknią za mną, za nami i brak mnie w ich gronie.Dziękuję za to.

Wczorajsze  Święto Dziękczynienia przeżywałam u nas, oglądałam zdjecia, wspominałam, bardziej ode mnie, na zdjęciach, podobał mi się indyk-jakiś taki bardziej skoczny, rumiany, a ja jakaś taka, o stół się opierałam aby nie spaść, oczy ledwo otwarte-dosłownie do połowy, włosy jak nie moje. Będę teraz  myśleć przez 1,5 miesiąca  najpierw że tam byłam-rok temu  w tym dniu robiłam to, a w tym dniu, tamto, a w tym się pakowaliśmy już do domu, a tu byliśmy już w domu.Taka jestem, zawsze tak mam:)

Uwielbiam amerykańskie bożonarodzeniowe ,świąteczne szaleństwo, tę radość, wystawy, muzykę, oczekiwanie, prezenty, kiermasze, parady i wszystko, wszystko!!!!Ja w ogóle kocham ten czas, także u nas, dla mnie nie jest za wcześnie na ozdoby, wystroje czy świąteczne piosenki, ten czas jest taki cudowny, po co go skracać? Mam całą masę zdjęć , którymi chciałabym się pochwalić, mam nadzieję ze znajdę czas.
Już to pisałam , ale powtórzę , kocham tam zakupyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Dzisiaj kolejny Czarny Piątek a mnie tam nie ma.....cholera:(





drzemeczka


rozrywka


kamera na ogonie Airbusa


Floryda pod chmurkami już jest tuż, tuż




induś


pierwszy wypad czyli w Black Friday w Macy's



mewka





a tu takie szkła powiększające  są robale, materie różne i znaczek z któregoś tam zjazdu PZPR-no i czyż to nie wspaniałe?


fauna


inspektor Gadget-uwielbiam to zdjęcie:)


poniedziałek, 25 listopada 2013

Cieszyn by Early Morning czyli Świąteczny Jarmark Cieszyński :)

Powrócilim wczoraj bezpiecznie z pięknego Cieszyna. Na zdjęciach można zobaczyć, o której godzinie tam przybyliśmy :) Byliśmy pierwsi, ale tylko przez chwilkę, bo zaraz podjechał następny wystawca, a za jakiś czas kolejni. Pogoda była do bani, co chwilkę padało, wiało, choć było dwukrotne przejaśnienie nieba, mniej więcej. Takie były zresztą prognozy, ale się nie dałyśmy :) Podziwiam więc wielce i dziękuję serdecznie wszystkim, którym chciało się przyjść na rynek i nas odwiedzić :) I powiem Wam, że wcale nie tak mało było odwiedzających, jak na taka pogodę. Gdyby było ładnie, to chyba nie byłoby czasu nawet na zdjecia, tak sadzę. 
Rynek w Cieszynie, jak i sam Cieszyn, to śliczne miejsce, i gdyby było śnieżnie to byłoby po prostu bajkowo. Z powodu pogody wymarzłyśmy, wymokłyśmy, ale miły Pan Marcin-Organizator, zapewnił ciepłą salę do ogrzania się, gdzie można sobie było zrobić herbatkę, kawkę, zjeść paluszki i posadzić zmarznięte doopki na miękkich kanapach. W odniesieniu do tego ostatniego, donoszę, iż był też mega mocno ogrzany kibelek :)
Początkowo miał być porządek i przestrzeń, ale z powodu pogody wlazłyśmy wszystkie trzy pod jeden namiot, zrobiłyśmy sobie podłogę z kartonów i było mega :) My czyli Fabryka Małych Rzeczy,  i Kącik Sztuki
W czasie pakowania, prawie odleciałyśmy razem z namiotem, ale się udało a na domowe zacisze każda z nas miała coś smacznego i rozgrzewającego z czeskiej strony :)
Pierwszy raz był też ze mną mój Wspaniały Pan Mąż, bo jechaliśmy naszym autem, i nawet sprzedał jedną apaszkę z czego był bardzo dumny :)
Poniżej troszkę zdjęć, które przede wszystkim robiłam między nocą a porankiem, ponieważ nie mogłam się oprzeć urokowi tego miejsca i tej pory. Nie są doskonałe, robione zwykłym automatem, ale mnie się podobają. Poznałam też Dziewczyny z Lala Love i Biankowe Pasje, niestety dalej się nie zapuszczałam, bo było brzydko, niczym więcej się wiec nie pochwalę :)

Dziękuję wszystkim, którym spodobały się moje rzeczy :)

A teraz relacja:

Cieszyński Rynek by Early Morning

Duchy :)



 moja ulubiona- uliczkowa perspektywa

  
latarnia w kałuży


cieszyński bruk



Dyrektórki na kartonowym dywanie



 Cieszyńscy twardziele :)

Żiri szanowne :) Tak sądzę, bo na sępy to chyba są za małe, poza tym, aż tak zimno nie było, abyśmy tam mieli paść :)


czwartek, 14 listopada 2013

DIY - Komin i rękawiczki ze starego swetra :)

Kiedyś taki pomysł miałam, ale mi się nie chciało. 
A teraz Koleżanka się zapytała, czy nie mam kogoś kto dzierga, bo chciałaby komin. Nie znam nikogo w pobliżu, ja pewnie bym wydziergała, ale przecież wszystkiego chyba się nie da robić. A może się da? 
W każdym bądź razie, zaproponowałam, aby sobie Koleżanka moja ze swetra zrobiła komin.  I sama wreszcie spróbowałam. Chciałam , aby mój komin był dwustronny, łączony z wzorzystą bawełną najlepiej, czy coś w ten deseń. Sweter znalazłam na tzw. używkach, świetny ściągaczowy splot, cudowny blady różowy kolor i co mnie urzekło, to półokrągły dół swetra. Przymierzałam do niego mnóstwo rzeczy, koszulki, które gotowa byłam poświęcić, bluzki, a nawet spodnie od piżamy z fajnej flanelki, aż wreszcie wybór padł na spodnie wełniane, wspaniałe, ale za małe na mnie. Leżały i czekały, aż uszyję z nich torbę-shopperkę-na którą też na pewno przyjdzie pora:) 
Chciałam pokazać jak się robi taki komin po kolei, ale zdążyłam zrobić zdjęcie przed, a potem wpadłam w taki trans, że zupełnie zapomniałam robić zdjęć w trakcie. Mimo to, mam nadzieję, że uda mi się to dobrze i jasno opisać.

Krok pierwszy:

rozkładamy pacjenta na płasko i ucinamy dół, albo do pach, albo na taką długość, jakiej wysokości ma być komin. Potem ucinamy rękawy, aby zrobić z nich rękawiczki, trzeba pamiętać, aby nie uciąć za krótko.


Krok drugi:

podejmujemy decyzję, czy komin robimy dwustronny łącząc go z innym materiałem, czy tylko z samego swetra, bo jeśli miałby to być sam sweter-to robota prawie skończona :) Ponieważ z jednego brzegu na pewno jest ściągacz, wystarczy obrębić ten ucięty brzeg, a dla ozdoby , można np. przewlec przez oczka swetra jakąś tasiemkę i związać na kokardkę. I gotowe.

Krok trzeci:

jeśli ma to być dwustronny komin, należy wybrać drugi materiał. W moim przypadku były to spodnie, więc ucięłam po prostu nogawki. Jedna nogawka byłaby za wąska, więc wymierzyłam szerokość komina-swetra (bez naciągania), i uszyłam komin ze spodni. Zszyłam boki i złożyłam z częścią swetrową. Trzeba pamiętać aby dwie strony, które mają być na wierzchu, były złożone do siebie, do środka. Ja oczywiście złożyłam źle, ale na szczęście w porę to zauważyłam.

Krok czwarty:

Zszycie. Ponieważ się spieszyłam, zszyłam od razu, a lepiej sobie przyfastrygować wcześniej, ponieważ wtedy warstwa swetrowa, na pewno się mniej rozciąga :) Moja się rozciągnęła pod stopką, więc zrobiłam z tego nadmiaru ozdobną pliskę z guziczkami :) Jakoś się udało i ładnie to wygląda :) Co ważne, w moim kominie szyłam maszynowo tylko jedną stronę. Dół nie jest prosty, i chciałam aby od spod strony spodni wystawał sweter. Gdyby to miał być komin prosty na dole, można zszyć dól, tak jak górę i zostawić tylko jakieś 10 cm, na wywinięcie komina na prawą stronę.

Krok piąty:

Po zszyciu i związaniu nitek na końcach (mam manię wiązania tych nitek :)), odwracamy warstwy, i komin powinien być prawie gotowy. Ja podszyłam dół ręcznie, ale jak to napisałam wyżej, można to zrobić maszyną. Niektóre rzeczy, człowiek sobie uświadamia, już po wykonaniu zadania :)

Krok szósty:

Ozdabianie. Zrobiłam guziczki, po różowej stronie ciemne, po ciemnej stronie różowe. Daje to mnóstwo możliwości noszenia komina. Może to być też broszka, kwiatuszek, kokardka jak przy rękawiczkach, co tylko chcecie :)

Krok siódmy:

Rękawiczki. Przykładamy rękę do rękawa i mniej więcej zapamiętujemy kształt:) Albo  prostszy sposób-bierzemy starą rękawiczkę i docinamy do niej nasz rękaw :) Obcinamy tak, aby starczyło nam na zszycie i voila ! Gotowe :) najlepiej je ręcznie obrębić aby się w środku nie strzępiły, odwrócić i oczywiście ozdobić albo i nie.

Krok ósmy:
uruchamiamy mózgownicę, i wymyślamy, jak zrobić z reszty czapkę :) Sadzę, że moja będzie prosta, na szarej bawełnie, nie może być tylko swetrowa, bo z żadnej strony nie mam ściągacza, i chcę do niej wielgaśny popielaty pompon, a nie mam włóczki więc czapka musi zaczekać :) Na pewno się pochwalę :) 

A teraz zapraszam na zdjęcia :)

wersja różowa z wywinięciem


 wersja różowa bez wywijania


  wersja różowa na mrozy i wiuchy


 wersja szara bez wywijania z dziwnym uśmiechem


 wersja szara z wywinięciem -uśmiech równie dziwny


 wersja szara na mrozy i wiuchy


 wersja na balkonie z rękawiczkami i z kubkiem, z którego paruje a nie widać, a być miało widać, że paruje :)

 komplecik :)


 tu widać dół zaokrąglony






wtorek, 12 listopada 2013

Spodnie pumpy, czapki i ogólnie Niepodległy Dzień Weny :)

:) tak właśnie, miałam taki fajny dzień, gdzie uszyłam kilka rzeczy. 
Ogólnie pod koniec tygodnia miałam rozgardiasz i mało czasu bo Mi chory, wymiotował, więc w domu, w sobotę dla odmiany Ma od rana dziwny, potem był słaby przez cały dzień i narzekał, że kręci mu się w głowie, boli go głowa i nóżki ma słabe. I że jest zmęczony bardzo. No loozik przecież, czym tu się stresować prawda? Nieprawda :(  wiadomo, że stres był okropny, były nocne obserwacje , a rano Ma wstał z wielkim płaczem. Potem 40 stopni, które spadało do 38 i znowu rosło. I tak dzień cały. No mega się wybyczyliśmy  w ten weekend.  Więc w poniedziałek, kiedy okazało się, że nikt nie ma gorączki, nikt nie wymiotował, nie miał biegunki i nie słaniał się, wzięłam się troszkę za szycie. Od dawien dawna miałam ochotę uszyć spodnie pumpy, a że przy szyciu czapy wyciągnęłam dzianiny, no to się uszyły. Granatowa, dresowa dzianina  drapana, ciepła bardzo i dodatki z dzianiny dresowej, z jakiej uszyłam czapę. Do kompletu zrobiłam mu kieszeń na bluzie gotowej, gładkiej. Bardzo się bałam, bo rzecz, którą się szyje, kiedy jest na lewej stronie, zbyt pięknie nie wygląda, wszystko wydawało mi się za duże, bałam się, że spodnie spadną z małej doopki, ale tak się nie stało :) Przymierzyłam na modelu i wpadłam w samozachwyt, co wcale nie tak często mi się zdarza :) Po prostu super leżą, i tak świetnie będą pasować do czapy i szala :) I chyba modne, bo jak widać na ostatnim zdjęciu, starsi chłopcy tez takie noszą :) I jeszcze są w planie rękawiczki, właściwie już uszyłam, ale zrobiłam za ciasne w nadgarstku i muszę uszyć na nowo. Teraz czekają mnie gatki dla Mi, czapa z nausznikami dla Mi i szal-komin. A na pocieszenie uszyłam wczoraj jeszcze dwie czapki z dresówki pętelkowej, bez ocieplenia. Tak na teraz, żeby były. Zrobiłam też łaty na dresach, które się przetarły oraz kolorowe kieszenie na dżinsach.
Mój Dzień Niepodległości był więc dosyć kreatywny co mnie bardzo cieszy :) 
Oczywiście, jakby ktoś miał ochotę na takie pumpy, chętnie uszyję :) Po szczegóły zapraszam na priv fejsbukowy. Teraz uszyłam też polarowe gatki na mniejszą doopkę, niebawem pokażę :) Oczywiście, muszę też uszyć dla moich bo się dopominają. Takie gatki polarowe na zimę, do tego czapa dopasowana kolorystycznie i komino-szal-byłyby super prezentem na święta :)
 Dla pokazania kompletu wklejam czapę też .
Ściskam Was :)












czwartek, 7 listopada 2013

Czapka z nausznikami i komino-szal do kompletu :)

No więc przedstawiam, naprawdę, bez kitu i ściemniania, moją pierwszą czapkę !
 Jestem z tego zestawu ogromnie dumna, bo wyszedł przepiękny i wypasiony taki jakiś:) 
W sumie dzianiny na czapki kupiłam już dawno,  miałam szyć takie zwykłe smerfetki, ale jakoś tak, nie zabrałam się za to, bałam się, że mi nie wyjdzie itp.  Teraz natomiast , coraz bliżej czasu, kiedy to wiucha i śnieg pada, a ja nie mogłam nigdzie znaleźć czapek dla moich Ptysiów, chciałam aby zakrywały uszy i były ciepłe. A takie ze sznureczkami to ,tylko dla małych widziałam. W dodatku, chciałam dopasować do kurtek. Mam czapkę z szalikiem dla Ma, i jest ciepła i przyjemna, właśnie taka jak ta moja, ale jest czerwona, a kurtka jest żółta z granatowym. Niby nie wadzi, ale po co Mama ma maszynę ? :) Poszukałam więc w necie jak się szyje i uszyłam. 
Dzianina dresowa w granatowe dziwne litery i minky mango. Idealne dla Ma :) Troszkę się obawiałam, czy się uda, czy będzie pasować, czy nie zepsuję, ale chyba się udało. Co ja piszę! Na pewno się udało ! Zrobiłam pompon z włóczki, która się wyleżała ze 100 lat u mojej Mamy, a potem u mnie. Już nawet pytałam różnych szydełkujących osób czy nie chcą jej, za koszty wysyłki, ale nikt nie wyraził zainteresowania, a szkoda było wyrzucić. I się przydała :) 
Pompony minkowe, bardzo fajne, długie, można zawiązać pod szyją i wtedy to już kompletnie szczelna osłona. Sama czapka ciepła jak marzenie :)  Do kompletu szaliko-komin, można mieć pod szyją a dla mega ciepłoty i wichur-zapiąć na wierzchu czapki. Żeby nie było nudno, przód połączyłam z granatową dzianiną, moim zdaniem jest ciekawiej. Teraz jeszcze będzie komplet do czerwonej kurtki Mi, mam równie crazy dzianinę w tych kolorach, ale muszę czerwone minky zakupić, pasowałoby też czarne, ale czarne będzie dla Tatusia, który sobie też czapę zażyczył. Muszę tylko dopytać, czy chce pomponiki :)
Na zdjęciach Mi , i jak widać czapa pasuje też świetnie na niego.
No to jak? Podoba się Wam ?