piątek, 27 marca 2015

Park Tradycji Siemianowice Śląskie- Kiermasz Różności

W poprzednią niedzielę z przyjemnością rozpoczęłam sezon kiermaszowy. 
Oczywiście nigdy nie chce mi się zbierać , aby jechać, ta ilość rzeczy, pakowanie, pilnowanie, aby nic się nie zgniotło, nie odkształciło. Niby pluszowe rzeczy, ale nie można tego tak ot popakować. Gdybym tak zrobiła, rzeczy odkształciłyby się i wyglądałyby tak, jakbym je wzięła dzieciom spod główek o poranku :) potem, mogą już tak wyglądać, to nie porcelana, ale zanim się sprzedadzą-mają być na baczność :)

Miejsce kiermaszu piękne, Park Tradycji w Siemianowicach Śląskich , w pobliżu osiedle tym bardziej więc dziwi mnie, że impreza nie była zbyt reklamowana. Gdyby nie dwie imprezy towarzyszące-konkurs czy występy dla dzieci- ludzi odwiedzających kiermasz byłoby jak na lekarstwo. Nie chodzi mi już o samą sprzedaż, ale o odwiedzających. Napotkany znajomy mówił, ze nie widział na mieście żadnego plakatu, przyszedł, bo znajoma też była Wystawcą.

Drugą rzeczą, której nam brakowało to muzyka- w tym pięknym miejscu wiało przygnębiająca czasami wręcz ciszą. Ponoć nie ma tam nagłośnienia, tak mówiono na recepcji. A przydałaby się jakaś muzyczka w tle, bo wtedy od razu tak radośniej się robi :) Ale może to tylko ja jestem dziwna i tego potrzebuję :)

Zdjęć jest kilka, ale nie mam np. zdjęcia drzwi do toalet, które były piękne, i miały bulaj, a w środku oczywiście beton, cegła i rury nigdzie nie pochowane. Cudo !









niedziela, 22 marca 2015

Nuci się w Fabryce...

Na fejsbuku nutki już były, ale na blogu to premiera.

Jak już pewnie pisałam nie raz i nie dwa, uwielbiam oryginalne rzeczy. Tak zawsze też było z ubraniami, w szkole średniej malowałam koszule po Tacie, przerabiałam je, malowałam koszulki, a nawet buty. szyłam ręcznie lub na maszynie, małe rzeczy, kieszenie do czegoś, dodatki. 

W dorosłym życiu również lubię rzeczy nietuzinkowe, choć teraz mało to widać, jest całe mnóstwo nietuzinkowych rzeczy i nietuzinkowych ludzi. 

Taka potrzeba jednak cały czas we mnie tkwi, rozmyślam więc często, co by tu uszyć takiego, czego nie ma, lub choćby nie ma w nadmiarze.

I wymyśliłam nutki, całkiem spore, do przytulania, do zawieszenia, do ozdoby. Nutki w nutkowy materiał, miałam nawet trochę szczęścia, bo po narysowaniu szablonu i uszyciu, nutka wyszła dokładnie taka jaką sobie wymyśliłam. To szczęście, bo narysowany szablon nie odzwierciedla tego, jak rzecz będzie wyglądała po uszyciu. Różnie bywa :)

Nie mam muzycznych talentów, znajomość nut i gra na podstawie ich czytania to dla mnie magia i szczerze podziwiam każdego, kto to potrafi, naprawdę. Tym bardziej chciałam więc mieć coś z tej pięknej branży :) Taka namiastka. Wisi zresztą u mnie na oknie i baardzo ładnie wygląda. 

Na razie nutki są z nutkowego materiału, niemniej jednak cudne byłyby chyba w każdym kolorze, takie nutki w groszki np.? Do pokoju małej utalentowanej osóbki ? No cudo. 

Jak zawsze , jeśli chcielibyście zadać mi pytanie-zapraszam na fb, , kontakt tam jest kilkukrotnie szybszy niż na blogu :)







wtorek, 10 marca 2015

Motyle bardzo wiosenne i absolutnie wyjątkowe :)

Wróciłam właśnie z przeglądania blogów z wnętrzami. 
No i kurczę, to jednocześnie rozkosz i męka jest. 
Rozkosz, bo od razu marzę o tym, że udaje mi się mieć podobnie, a męka, bo wiem, że to wcale nie takie proste. Wiadomo, że mogę sobie uszyć różne rzeczy, co czasem oczywiście czynię, ale takie malowanie mebli? Ścian? To czasem działania na wielką skalę i nie ma co udawać, trzeba na to wydać pieniądze nieszczęsne, choćby na farby właśnie. Niemniej jednak-główkuję sobie :) Chciałabym troszkę pozmieniać coś na wiosnę właśnie, tak strasznie mnie nosi :) 

A szyciowo , jako że wiosna już zagląda w okna coraz bardziej, mam do pokazania wiosenne motyle. Są wyjątkowe, oryginalne i nigdzie indziej takich nie znajdziecie. 
A to dlatego, że uszyte są z materiału na zamówienie z projektu, który robiła zdolna koleżanka dla mnie :) taka jestem wypasiona w oryginalność :) 

Motyle to poduszki, całkiem duże, bardzo przyjemne, wypełnione silikonowa kulką, z drugiej strony minky w pastelowych kolorach-mimo, że to minky o mniejszej gramaturze niż to, którego używam do szycia apaszek, to jest milutkie i równie piękne jak widzicie. Na wiosnę jak znalazł, zwłaszcza że owady ostatnio na wielkim topie :)
Jak się Wam podobają?

Jeśli mielibyście ochotę na takie poduszki-zapraszam na FB w celu napisania wiadomości prywatnej.





piątek, 6 marca 2015

Tilda w Fabryce Małych Rzeczy

Witajcie :)
Po długiej przerwie- niemalże rok minął od ostatniego pisania- wracam tu , choć nie do końca wiem na jak długo i kiedy znowu dopadnie mnie zniechęcenie. Ale póki co...:)

W tzw. międzyczasie uszyło się bardzo wiele rożnych rzeczy, wydarzyło się kilka fajnych imprez i podrosły mi dzieci. To ostatnie chyba najbardziej mi przeszkadza, bo jakoś tak widzę, że zupełnie niedługo przestanę być Mamą małych dzieci, nie będę potrzebna na każdym ich kroku i nie wiem co wtedy zrobię, chyba będę więcej szyć, albo zacznę wreszcie mieć czas dla siebie :)
Nie o tym jednak chciałam.

O króliczku Tilda chciałam napisać, ponieważ była to rzecz, na jaką się nigdy nie nie zamachnęłam nawet. Uważałam, że to tak wysoka szkoła jazdy, że ja nawet nie będę startować w te progi. Nie dam sobie rady, nie będę umiała i w ogóle z czym do ludzi. W grudniu nawet zakupiłam gotowe korpusy lalek, tak dla siebie, aby je sobie ubrać i mieć lale u siebie, bo ogólnie bardzo mi się podobają. Korpusy nadal siedzą w pudełku, nie ubrane i nie ruszone, a tymczasem splot okoliczności doprowadził mnie do tego, że uszyłam te Tildy ! Ja ! Niesamowite, naprawdę nigdy nie przypuszczałam, że będę szyć takie rzeczy. Pewnie dla niektórych, to żadne halo, ale dla mnie to wielkie wydarzenie :)

Tym przypadkiem była mała Ola, dla której chciałam coś uszyć, ale nie wiedziałam co. I dowiedziałam się, że ogląda ostatnio bajkę o Króliku Piotrusiu, i że ją lubi. Postanowiłam więc wziąć byka za rogi i uszyć królika Tildę, którego będę mogła troszkę odziać i który choć troszkę będzie przypominał tego z bajki. Poszukałam szablonu, wydrukowałam, wycięłam i się stworzył :) Jego uszycie sprawiło mi mnóstwo satysfakcji. Był śliczny, fajnie wyglądał i wcale nie odbiegał od tych wszystkich królików , których naoglądałam się w necie. Tildy nie są tanie, nigdy więc sobie żadnej nie kupiłam (poza korpusami), tym bardziej więc cieszy mnie ten fakt. 

Po Piotrusiu, uszyłam jeszcze dwa króliczki i  będzie ich więcej, bo to naprawdę przyjemne. Chyba ma to związek z  tym, że kojarzy się z dzieciństwem, taka Tilda, czy królik, czy co innego, to przecież laleczka, a że jeszcze można jej uszyć ubranka ? Coś pięknego :) Chociaż ubranek, to ja jednak nie za bardzo umiem szyć, dlatego moje króliki są ubrane w proste ciuszki, ale może kiedyś i tego się naumiem? Kto to wie?

Na razie nie nadaję im imion, jeżeli ktoś będzie chciał mieć króliczka ode mnie-sam nada mu odpowiednie imię. To tak jak z narodzinami dziecka, wybierasz imię kilka miesięcy wcześniej, a jak ono się urodzi i spojrzysz na nie, to po prostu wiesz, że to musi być np. Michaś, a nie Wojtuś, tak jak chciało się je nazwać :D

Jeżeli ktoś miałby ochotę na cokolwiek uszytego przeze mnie-zapraszam do kontaktu na FB poprzez wiadomość prywatną. To najszybszy i najskuteczniejszy sposób komunikacji.