piątek, 6 marca 2015

Tilda w Fabryce Małych Rzeczy

Witajcie :)
Po długiej przerwie- niemalże rok minął od ostatniego pisania- wracam tu , choć nie do końca wiem na jak długo i kiedy znowu dopadnie mnie zniechęcenie. Ale póki co...:)

W tzw. międzyczasie uszyło się bardzo wiele rożnych rzeczy, wydarzyło się kilka fajnych imprez i podrosły mi dzieci. To ostatnie chyba najbardziej mi przeszkadza, bo jakoś tak widzę, że zupełnie niedługo przestanę być Mamą małych dzieci, nie będę potrzebna na każdym ich kroku i nie wiem co wtedy zrobię, chyba będę więcej szyć, albo zacznę wreszcie mieć czas dla siebie :)
Nie o tym jednak chciałam.

O króliczku Tilda chciałam napisać, ponieważ była to rzecz, na jaką się nigdy nie nie zamachnęłam nawet. Uważałam, że to tak wysoka szkoła jazdy, że ja nawet nie będę startować w te progi. Nie dam sobie rady, nie będę umiała i w ogóle z czym do ludzi. W grudniu nawet zakupiłam gotowe korpusy lalek, tak dla siebie, aby je sobie ubrać i mieć lale u siebie, bo ogólnie bardzo mi się podobają. Korpusy nadal siedzą w pudełku, nie ubrane i nie ruszone, a tymczasem splot okoliczności doprowadził mnie do tego, że uszyłam te Tildy ! Ja ! Niesamowite, naprawdę nigdy nie przypuszczałam, że będę szyć takie rzeczy. Pewnie dla niektórych, to żadne halo, ale dla mnie to wielkie wydarzenie :)

Tym przypadkiem była mała Ola, dla której chciałam coś uszyć, ale nie wiedziałam co. I dowiedziałam się, że ogląda ostatnio bajkę o Króliku Piotrusiu, i że ją lubi. Postanowiłam więc wziąć byka za rogi i uszyć królika Tildę, którego będę mogła troszkę odziać i który choć troszkę będzie przypominał tego z bajki. Poszukałam szablonu, wydrukowałam, wycięłam i się stworzył :) Jego uszycie sprawiło mi mnóstwo satysfakcji. Był śliczny, fajnie wyglądał i wcale nie odbiegał od tych wszystkich królików , których naoglądałam się w necie. Tildy nie są tanie, nigdy więc sobie żadnej nie kupiłam (poza korpusami), tym bardziej więc cieszy mnie ten fakt. 

Po Piotrusiu, uszyłam jeszcze dwa króliczki i  będzie ich więcej, bo to naprawdę przyjemne. Chyba ma to związek z  tym, że kojarzy się z dzieciństwem, taka Tilda, czy królik, czy co innego, to przecież laleczka, a że jeszcze można jej uszyć ubranka ? Coś pięknego :) Chociaż ubranek, to ja jednak nie za bardzo umiem szyć, dlatego moje króliki są ubrane w proste ciuszki, ale może kiedyś i tego się naumiem? Kto to wie?

Na razie nie nadaję im imion, jeżeli ktoś będzie chciał mieć króliczka ode mnie-sam nada mu odpowiednie imię. To tak jak z narodzinami dziecka, wybierasz imię kilka miesięcy wcześniej, a jak ono się urodzi i spojrzysz na nie, to po prostu wiesz, że to musi być np. Michaś, a nie Wojtuś, tak jak chciało się je nazwać :D

Jeżeli ktoś miałby ochotę na cokolwiek uszytego przeze mnie-zapraszam do kontaktu na FB poprzez wiadomość prywatną. To najszybszy i najskuteczniejszy sposób komunikacji.









4 komentarze:

  1. No i pięknie wyszły :)) Gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę się zdziwiłam, że nie szyłaś wcześniej Tildowych królików, bo przecież szyjesz różne fajne zabawki.... dlatego nic dziwnego, że wyszły świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ago, ale ja się bałam takich 3D, że nie umiem, wiec nawet nie próbowałam. Ja raczej nieśmiało podchodzę do nowości, boje się porażki zwykle :)

      Usuń